DIABEŁ, WINO I RYCERZ

DIABEŁ, WINO I RYCERZ

Stary Wojciech – ongiś błędny rycerz, który Turków gromił aż pod Jerozolimą – ze złością odsunął zydel, wstał i czegoś niezadowolony rozejrzał się po izbie.

–  Żeby choć kropelkę wina … – mruknął po nosem.

– Co waćpan rozkaże? zapytał kulawy Maciej, pachołek i towarzysz Wojciecha w dalekich wyprawach.

– E nic tak sobie… Wina bym wypił…

w – Wina?

p – Tak. Duszę bym diabłu oddał za wino… – To mówiąc, skierował się w stronę wyjścia. Na dworze zarżał jego koń ślepy na jedno oko.

„Przejadę się trochę” – pomyślał.

Nie ujechał jeszcze stu kroków, gdy ujrzał obok siebie dziwnego, nieznanego jeźdźca.

– Kie licho? – Żachnął się Wojciech i zwracając się do nieznajomego, zapytał, kto zacz.

– Wzywałeś mnie, zacny rycerzu? Rokita jestem, do usług.

„Diabeł – pomyślał oszołomiony. – Może go jakoś okpię, albo pozbędę się w inny sposób…”

To jednak nie było wcale tak łatwe. Diabeł był uparty i sprytny.  Przed oczyma rycerza roztaczał  cudowne obrazy rozkoszy, jakie dać może wino, aż wreszcie Wojciech zdecydował się na wyrażenie swojej zgody. Chciał jednak wytargować jak najwięcej za swoją duszę.  Wreszcie dobili targu. Diabeł zobowiązał się  obsadzić przez jedną noc pięknym krzewami winorośli piaszczyste wzgórza ciągnące się  koło domu rycerza, a niezależnie od tego – napełnić mu piwnice dobrym, tęgim winem. Wojciech był pewien, że na piaskach winorośl nie urośnie, a wino w piwnicach zostanie. W ten sposób diabeł nie wywiąże się z umowy, a on ocali duszę. Rokita nadspodziewanie chętnie zgodził się jednak na warunki rycerza.

– Tak, teraz tylko podpiszesz cyrograf krwią z serdecznego palca.

Stanęli pod rosochatą wierzbą. Rokita wyciągnął z zanadrza zwój pergaminu, na którym dużymi literami wypisane były warunki układu.

– Podpiszesz własną krwią z serdecznego palca – powtórzył, widząc wahanie rycerza.

Wojciech stracił nagle ochotę na układ z Rokitą.  Niepewnie spojrzał na swego konia, zastanawiając się, czy lepiej nie umknąć stąd zaraz, gdy dostrzegł, jak duży bąk ssie krew z karku rumaka. Spędził go gniewnie. Po chwili kropla krwi osiadła na tym miejscu.

– Ukłujże się  wreszcie w ten palec i podpisz – nalegał Rokita.

Rycerz  wyjął nóż, naciął lekko opuszkę palca, po czym  wziął cyrograf i gęsie pióro z rąk diabła. Opierając pergamin o grzbiet konia, nieznacznie umaczał pióro w jego krwi wypływającej w miejscu, z którego dopiero spędził bąka, po czym podpisał cyrograf.

m – Masz! – odetchnął.

Uradowany Rokita spiesznie schował cenny dokument i momentalnie znikł, jakby ziemia go pochłonęła.

 

Wolno wracał Wojciech do swego domu.

„Czy tylko Rokita się na tym pozna?” – rozmyślał. Był tak spragniony wina…

Diabeł nie zawiódł. Piwnica była pełna. Następnego dnia zaś na wzgórzu jak okiem sięgnąć rozciągały się piękne, zielone winnice. Wiotkie pędy uginały się  pod ciężarem nie dojrzałych jeszcze kiści winogron. Wojciech zacierał  ręce i śmiał się cichutko, nasłuchując  nocnych  poszeptywań diabłów, które pielęgnowały winnice.

 

Minęło kilka lat. W pewien jesienny wieczór dobiegło Wojciecha głośne, bolesne rżenie, wydobywające się ze stajni. Gdy tam zajrzał po chwili, jego wierny towarzysz – koń już nie żył. Zasępił się rycerz. Wiele zawdzięczał jego szybkim nogom… Zdziwiony był tylko, co było przyczyną śmierci niestarego jeszcze wierzchowca.

Była północ. Rycerz stał na podwórzu, twarzą zwrócony w stronę winnic, rozmyślając o nagłym odejściu ukochanego konia. Drgnął, gdy niespodziewanie zauważył Rokitę. Szedł w jego stronę, radośnie powiewając cyrografem.

j – Już czas! Muszę cię zabrać! Tylko dlaczego śmierć nie przygotowała cię jeszcze do piekła?

c – Cha, cha, cha! – zarechotał rycerz, dopiero teraz dociekać przyczyny zgonu wierzchowca. – Cha, cha, cha! – aż się zanosił.

Po dłuższej dopiero chwili się uspokoił.. Zwrócił się zaczepnie do diabła:

c – Chodź, pokażę ci twoją duszę – to mówiąc, popychał ociągającego się  Rokitę do stajni.  – Aleś ty głupi, cha, cha, cha, tak się dać nabrać!… Sprawdź, czyją krwią podpisany jest cyrograf… Bierz go! Nie chcesz?

Rokita rzucając przekleństwa, zapadł się w ziemię. Tylko dym i swąd siarki świadczyły o jego pobycie.
Wino w piwnicy zamieniło się w ocet, ale winnice rozrosłe wokół Zielonej Góry zapowiadały pod dostatkiem dobrego trunku, nie miał się więc czym sprytny rycerz kłopotać…

 

Opowiadają ludzie, że Rokita nie może przeboleć swojej klęski i w niektóre lata mści się, dmuchając mroźnym powietrzem na delikatne listki winorośli, warząc w ten sposób przyszłe plony. Zdarza się to jednak bardzo rzadko…

 

Oprac. H. Rutkowska; legenda pochodzi ze zbioru pt. Żelazny diabeł oraz inne podania i baśnie lubuskie, Wydawnictwo Poznańskie 1987.

 

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: